Najświętsza Maryja Panna

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
Prawda o Niepokalanym Poczęciu Maryi jest dogmatem wiary. Ogłosił go uroczyście 8 grudnia 1854 r. Pius IX. Uczynił to w Bazylice św. Piotra w Rzymie w obecności 54 kardynałów i 140 arcybiskupów i biskupów. Pisał on tak:

Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia - mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego - została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć.

Tym samym kto by tej prawdzie zaprzeczał, sam wyłączyłby się ze społeczności Kościoła, stałby się odstępcą i winnym herezji.
Według kanonu 1246 Kodeksu Prawa Kanonicznego w dniu dzisiejszym mamy obowiązek uczestniczyć w Eucharystii.

Jednakże na mocy dekretu Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z 4 marca 2003 r. Polacy są zwolnieni z tego obowiązku (ze względu na fakt, że nie jest to dzień ustawowo wolny od pracy).

Nie jesteśmy zatem zobowiązani do udziału we Mszy św. i powstrzymania się od prac niekoniecznych.

Jeśli jednak mamy taką możliwość - powinniśmy wziąć udział w Eucharystii.
Zwiastowanie


Leonardo da Vinci









Uroczystość Zwiastowania przypomina nam o tym wielkim zdarzeniu, od którego rozpoczęła się nowa era w dziejach ludzkości. Archanioł Gabriel przyszedł do Maryi, niewiasty z Nazaretu, by Zwiastować Jej, że to na Niej spełnią się obietnice proroków, a Jej Syn, którego pocznie w cudowny i dziewiczy sposób za sprawą Ducha Świętego, będzie Synem samego Boga.

Powszechnie posługujemy się dwiema modlitwami, które upamiętniają moment Zwiastowania. Są to "Zdrowaś Maryjo" i "Anioł Pański". Historia tej modlitwy sięga wieków średnich, kiedy to biciem dzwonów wyznaczano trzy pory dnia: rano, południe i wieczór.

W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego - cały katolicki świat przeżywa Dzień Świętości Życia.

W tym dniu w sposób szczególny spoglądamy nie tylko na swoje życie, które jest wielkim darem Stwórcy. Nadarza się też dobra okazja, by zatroszczyć się o życie tych najbardziej bezbronnych, poczętych, ale jeszcze nienarodzonych, którym grozi zagłada. W intencji dziecka zagrożonego w łonie matki zabiciem możemy podjąć Duchową Adopcję.
Panie Jezu, za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz za wstawiennictwem św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po narodzeniu, proszę Cię w intencji tego nie narodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem, a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady.

Proszę, daj rodzicom miłość i odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen.
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił jako dogmat wiary papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej;

"...powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej".

Orzeczenie to Ojciec święty wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych.
Dość często spotyka się również nazwę ludową Matki Bożej Zielnej, a to dlatego, że ze świętem tym łączy się zwyczaj poświęcania ziół a często również dożynkowych snopów. Czyniono to w samo święto lub w ostatni dzień oktawy. Obecnie po zniesieniu oktawy (1969) po święcenia ziół dokonuje się tylko w samo święto. Zwyczaj to nie tylko polski, ale zachowany również w wielu innych krajach. I tak np. święto Wniebowzięcia ma również nazwę Matki Bożej Zielnej w następujących krajach: w Czechach i Słowacji, Belgii, Estonii, Bawarii, Szwabii, na Sycylii, wśród Ormian, na Kaukazie itd.




Częstochowa - Sanktuarium Jasnogórskie
Największym skarbem Jasnej Góry jest Cudowny Wizerunek Matki Bożej. Dzięki niemu Jasna Góra stała się bardzo szybko największym sanktuarium maryjnym w kraju, który w ówczesnym czasie miał już wiele sławnych miejsc pielgrzymkowych. Faktu tego nie wyjaśnia ani legenda, która przypisuje autorstwo Ikony św. Łukaszowi Ewangeliście, ani protekcja królewskiej pary Jadwigi i Władysława Jagiełły; przyczyna musi być głębsza.  

Jasnogórski Obraz od samego początku zasłynął cudami, które nadały rozgłos Maryjnemu Sanktuarium i ściągały tłumnie pielgrzymów z całego kraju i z Europy.  

Potwierdzeniem łask otrzymywanych przez wiernych za pośrednictwem Bogarodzicy są rozliczne wota, dynamiczny rozwój samego miejsca kultu i wzrastający ciągle ruch pątniczy.
Należy podkreślić, iż na Jasnej Górze nigdy nie odnotowano żadnych objawień maryjnych, jak to miało miejsce we wszystkich prawie większych sanktuariach świata. Tajemnicą, sercem, życiem i magnesem przyciągającym do Jasnogórskiego Sanktuarium jest Cudowny Wizerunek. Bez niego Jasna Góra byłaby zbiorem budynków, pamiątek, dzieł sztuki; może pięknym i bogatym, lecz martwym muzeum.  

Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej zalicza się do ikon określanych nazwą HODEGETRIA. Określenie to oznacza Tę, która prowadzi. Ikona przedstawia Maryję - Matkę Boga z Dzieciątkiem Jezus, które jest Synem Bożym i Jej Synem. W tym znaczeniu Ikona Jasnogórska jest przekazem wydarzenia biblijnego, które uobecnia, pobudza do refleksji i skłania do modlitwy.

       

 

Hejnał jasnogórski można posłuchać klikając: TUTAJ.  


Jasnagóra - obraz z kamery


Modlitwy do Matki Bożej:

różne modlitwy wg alfabetu

Różaniec internetowy
http://zrff.pl/
http://zrff.pl/?aktualny-sklad-zywego-rozanca-forum-fron
http://www.inetdeo.org/
http://www.rozaniec.archidiecezja.katowice.pl/
http://zrff.pl/?film-o-rozancu
http://th-www.if.uj.edu.pl/%7Egierula/Myst_Lucis/index3.html

Różaniec i Litania Loretańska z Janem Pawłem II
http://wielodzietni.org/pub/rosario-jp2.mp3

Jasna Góra

Warto odwiedzić:

Bogurodzica

Posłuchaj Bogurodzicy - kliknij TUTAJ.


opr. Anna i Piotr Boroń


MATKA BOSKA KRÓLOWĄ POLSKI


Dla określenia rangi miejsc, które mają szczególne znaczenie dla Narodu Polskiego używamy porównań do konstrukcji człowieka. I tak na przykład Wawel z jego katedrą i zamkiem królewskim nazywany jest często sercem Królestwa Polskiego, a Częstochowa z Jasną Górą to dusza i sumienie Polaków. I – parafrazując starożytne powiedzenie „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” - można bez przesady wyobrazić sobie potoki pielgrzymów, zmierzających tu ze wszystkich stron, ale także ludzkich wędrówek myślowych, a zatem zanoszonych do Boga poprzez Maryję próśb i podziękowań, którym sprzyja wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

W roku 2005 przypadła rocznica 350 lat heroicznej obrony Jasnej Góry przed Szwedami. Wydarzenie to należy z pewnością do kilku najważniejszych momentów dziejowych, które wiążą Naród Polski z Bogiem oraz budują historyczną tożsamość Polaków.

Godzi się zatem poznać lepiej historię obrazu Jasnogórskiego i sanktuarium, by tym bardziej przybliżyć się do Matki Bożej i pełniej uczestniczyć w dziejowym pielgrzymowaniu naszej chrześcijańskiej wspólnoty.

Ikona Matki Boskiej Częstochowskiej wykonana została w stylu wschodnim w zasięgu Bizancjum (być może również w Italii), a najbardziej pokrewne jej przedstawienia znajdują historycy sztuki w Rzymie w bazylice Santa Maria Maggiore i w monastyrze na górze Athos w Grecji. Obraz częstochowski ma wymiary 120x82 cm. Matka Boska trzyma Pana Jezusa na lewej ręce. Charakterystyczne są błyski świateł w tęczówkach oczu Maryi, co jest typowe dla najstarszych ikon. Przekazy historyczne z XV wieku mówią nawet, że jej autorem miał być św. Łukasz Ewangelista. Tę tradycję podtrzymuje bohaterski przeor Augustyn Kordecki w swoim „Pamiętniku”. Cytuję: „…obraz Najśw. Maryi Panny, przez św. Łukasza na stole cyprysowym odmalowany, przy którym Jezus Syn Boży, ze swą najmilszą Matką i św. Józefem, opiekunem, w domu Nazareńskim zwykł był pokarm przyjmować. Obraz ten z Jeruzalem dostał się do Konstantynopola, a stamtąd na Ruś, gdzie go Lew, książę Ruski, w zamku Bełskim złożył, a w pięćset prawie lat Władysław, książę Opolski, w r. 1382 tu go umieścił, wielki i dosyć okazały kościół, oraz klasztor wybudowawszy, który zakonnikom reguły św. Pawła, pierwszego pustelnika, z Węgier sprowadzonym oddał.” Obraz trafił na Jasną Górę dokładnie 31 VIII 1384 roku.

Bardzo charakterystyczne na twarzy Matki Boskiej są rysy, pochodzące z 1430 roku, gdy obraz słynął już cudami, a sanktuarium napadli husyci i umyślnie święty wizerunek uszkodzili. Gruntowną renowację fundował w Krakowie Władysław Jagiełło i obraz powrócił po czterech latach do sanktuarium. W XVI wieku różnowiercy atakowali ze szczególną zawziętością kult maryjny, a tym samym Jasna Góra stała się symbolem twierdzy wiary katolickiej, a kult Czarnej Madonny odróżniał Polaków-katolików od heretyków.

XVII wiek, zwany nie baz racji wiekiem żelaza, przyniósł wielkie wojny religijne, a Rzeczpospolita Obojga Narodów (mimo blisko siedemdziesięciu lat wojen w XVII wieku) nie krzyżowała miecza z katolikami. Wielu historyków uważa połowę XVII wieku za przełom w dziejach Polski pod różnymi względami. Zadawnione wady wewnętrzne w postaci rządów oligarchii magnackiej dały o sobie znać jaskrawo, a symbol późniejszego upadku, czyli liberum veto wykorzystane zostało w 1652 roku przez posła Sicińskiego z podjuszczenia hetmana Janusza Radziwiłła. W ten sposób demokracja szlachecka i wolności osobiste, którymi mogliśmy się chlubić od dwustu lat przybrały karykaturalną postać. Narastający problem kozaczyzny ujawnił się z całą mocą w 1648 roku, a Rzeczpospolita okazała się niezdolną do uśmierzenia powstania pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego. Ugoda perejasławska uczyniła z powstania problem międzynarodowy, a nieprzygotowani do wojny z Rosją nie wystawiliśmy armii, zdolnej do powstrzymania Chowańskiego w jego inwazji na Litwę. I tak jak niegdyś Rzym zrównał z ziemią Kartaginę na koniec ponad stuletnich zmagań, tak w 1655 roku Rosjanie palili i burzyli Wilno metodycznie przez ponad dwa tygodnie z zemsty za rywalizację w procesie tzw. „sabiranija ruskich zjemljej”. W takim stanie rzeczy wkroczyły na nasze ziemie wojska szwedzkie, których król Karol X Gustaw był do tego zachęcany przez zdrajców polskich z Hieronimem Radziejowskim na długo wcześniej. Szwecja miała z Rzeczpospolitą zadawnione spory o Dominium Maris Baltici i sukcesję szwedzką.

Tu wkraczamy w historię, znaną Polakom przede wszystkim z opisu Henryka Sienkiewicza w „Potopie”, który przez przeciwników Noblisty podważany, miałem okazję konfrontować z relacjami nuncjusza papieskiego Pietro Vidoniego. Spoczywają one w Archiwach Watykańskich i do większości – jak wynika z metryki źródeł – nikt przede mną nie sięgał. I tu zaskoczenie: literatura historyczna Henryka Sienkiewicza oparta w dużym stopniu na jego wyczuciu, znajduje potwierdzenie w relacjach bezsprzecznie najlepiej zorientowanego naówczas w sprawach Rzeczpospolitej dyplomaty, czyli nuncjusza Vidoniego. Oczywiście, że Sienkiewicz łączył w postaci literackiej dokonania kilku bohaterów i nadawał im inne nazwiska, ale nie naruszył – co jest z naszego punktu widzenia najważniejsze – nie odmienił znaczenia obrony Jasnej Góry i położył właściwe akcenty na postawach głównych bohaterów.

W 1655 roku poszło Szwedom z Rzeczpospolitą łatwiej niż innymi razy. Pospolite ruszenie z Wielkopolski kapitulowało natychmiast, a Janusz Radziwiłł w Kiejdanach specjalną umową uznał władzę króla szwedzkiego nad Litwą. Miał przy tym w perspektywie wygospodarowanie sobie władzy dla dynastii Radziwiłłów. Dla prawdy historycznej należy zaznaczyć, że jego postępowanie nie odbiegało od wielu innych, a do dzisiaj znajduje akceptację u wielu historyków litewskich. Z perspektywy Warszawy było niewątpliwie ciosem w plecy dla prawowitego króla – Jana Kazimierza oraz władz Rzeczpospolitej. Po kolejnych klęskach i upokorzeniach Jan Kazimierz ustępował pola Karolowi Gustawowi. Padła Warszawa, Radom, Kielce i po honorowej kapitulacji Kraków, mężnie broniony przez Stefana Czarnieckiego, który zaraz podjął walkę podjazdową przeciw Szwedom. Jan Kazimierz, któremu najwierniej towarzyszył nuncjusz papieski udał się na Śląsk, skąd wypatrywał cudu.

Rzeczywiście, cudem można nazwać zwrot w wojnie, jaki nastąpił w wyniku obrony Jasnej Góry. Czuli to i doceniali współcześni wydarzeniom, a ich przebieg wyglądał w skrócie następująco:

Twierdza Jasnogórska była modernizowana po holendersku w XVII wieku, miała cztery bastiony, fortyfikacje ziemne, suche fosy, kazamaty i dysponowała kilkunastoma armatami. Broniło jej ok. 150 żołnierzy, którym dopomagało ok. 70 zakonników i kilkudziesięciu żołnierzy z rozbitych wcześniej oddziałów. Klasztor i twierdza miały jeszcze jeden atut w osobie przeora Augustyna Kordeckiego, którego niezłomny charakter sprawił, że nigdy nie złożono broni. On też pozostawił bardzo cenny opis obrony Jasnej Góry w swoim dziele, które zatytułował „Nowa Gigantomachia” i które kilkakrotnie zacytuję.

1 listopada Karol Gustaw rozkazał gen. Burchardowi Mullerowi obsadzić twierdze, odcinające komunikację ze Śląskiem. Przydzielił mu pod komendę hrabiego Wrzesowicza, a ten, zazdrosny o sukces swojego zwierzchnika, w nocy 8 listopada spróbował zająć klasztor. Pisze Kordecki: „dla postrachu niezwyczajnym odgłosem trąb przeraził sługi boże, a zarazem wysłał posłów dla oznajmienia zakonnikom, ażeby i oni, skoro już wszystka Rzeczpospolita poddała się królowi szwedzkiemu, klasztor pod jego władzę oddali, w przeciwnym zaś razie groził ostateczną zagładą, której opierający się jego woli doznać będą musieli od czterech tysięcy żołnierzy, wkrótce pod mury podstąpić mających.” (koniec cytatu). Wysłani na rozmowy ojcowie usłyszeli żądania, które równie dobrze można było potraktować jako postępowanie wroga w klasztorze już zdobytym. Nic nie uzyskawszy Szwedzi odeszli spod klasztoru i zemścili się na okolicznych folwarkach. Charakterystyczne jest to, że cudami słynący obraz Czarnej Madonny zdążyli paulini wywieźć poprzedniego dnia na Śląsk, spodziewając się ataku szwedzkiego.

18 listopada stanął pod klasztorem gen. Muller, dysponując ok. 3000 żołnierzy zdolnych do prowadzenia różnorakich działań oblężniczych i osłonowych. Wysłannik Mullera zagroził siłą, jeżeli zakonnicy nie otworzą podwojów klasztoru, ale odpowiedzią na to były salwy armatnie z Jasnej Góry, skierowane na spichlerze w pobliżu klasztoru. W ten sposób, niszcząc własne zapasy, nie chciano dać Szwedom okazji do skorzystania z zabudowań. Ponieważ zaś wielu Szwedów pokładło się tam spać, więc zgotowano im ognistą łaźnię. Mieszkańcy Jasnej Góry nabrali otuchy i utrudnili sobie dalsze rokowania. Niemniej jednak stale wysyłano do siebie posłów, wśród których znalazł się niejaki Andrzej Kuklinowski, którego uwiecznił Sienkiewicz, dodając nieco fabuły. W rzeczywistości, na żądanie wyjaśnienia, czy chodzi o zajęcie miasta Częstochowy czy również klasztoru, przyniósł on tylko list Karola Gustawa, potwierdzający, że Muller ma rozkaz zająć klasztor.

Oblężenie trwało do końca grudnia i miało wiele niepospolitych przypadków, które złożyły się na jego wyjątkowość w naszej historii. Zdarzyło się na przykład, że jeden z Polaków, którzy chcieli się przy Szwedach obłowić na plądrowaniu klasztoru, gdy właśnie o tym przekonywał swoich kompanów, rażony kulą jasnogórską w głowę, spadł martwy z konia. Innym razem, przybył do gen. Mullera jego siostrzeniec, by być świadkiem zdobycia tak trudnego punktu oporu i gdy Muller odstąpił mu gościnnie na noc swoje łóżko, to kula jasnogórska, przeszywszy ścianę namiotu raziła go prosto w brzuch i roztrzaskała do szczętu. Śmierć siostrzeńca nie przekonała gen. Mullera do odwrotu, ale Szwedzi zaczęli przebąkiwać o siłach nadprzyrodzonych. Gen. Muller nakazywał nasilanie ostrzału szczególniej w dni świąteczne Najśw. Maryi Panny. Widzieć też mogli Szwedzi jak murami ciągnie wtedy procesja z Najświętszym Sakramentem.

Innym razem, idąc pod osłoną mgły, którą na życzenie Mullera mieli wyczarować Finowie, Szwedzi podeszli pod sam klasztor, by brać go szturmem. Niektórzy zaczęli już wspinać się na mury. Atoli nagle zasłona mgły opadła i stanęli bezbronni wobec armat i muszkietów obrońców Jasnej Góry. Ponieśli wielkie straty i uznali, że odczyniania jasnogórskie silniejsze są od ich czarów.

Wśród spisanych już po odejściu Szwedów cudownych zdarzeń, związanych z obroną, znalazł się i ten o niejakim Dudziczu, któremu zdało się, że widzi na murach niewiastę, odzianą w niebieską szatę, którą wziąwszy na cel, chciał postrzelić ze swego muszkietu. Jednakże poczuł po chwili, że zimna kolba muszkietu przymarzła mu do policzka i dopiero chirurg uratował go, odcinając mu płat skóry. Nastawały coraz większe mrozy, a końca oblężenia nie było widać.

Muller sprowadził z Krakowa dodatkowe działa, ale jedno z nich uległo samorozsadzeniu i poczyniło spustoszenie wśród obsługi.

Nadeszły święta Bożego Narodzenia, które dały większą otuchę obrońcom, a gdy jeszcze Szwedzi usłyszeli jak szumnie obchodzi się z kapelą imieniny Stefana Zamoyskiego w fortecy 27 grudnia, zupełnie się załamali. Gen. Muller zarządził odwrót. Cisza zaległa wokół Jasnej Góry. Obrońcy wyszli nieśmiało i przekonali się naocznie, że okolica jest wolna. Jeszcze co najmniej dwukrotnie podczas potopu zapędzali się Szwedzi pod klasztor, ale ich podjazdy były przeganiane przez polskie roty z pomocą artylerii fortecznej.

1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz w ślubach lwowskich poddał Królestwo Polskie pod opiekę Matki Boskiej, nazywając ją oficjalnie KRÓLOWĄ POLSKI.

Wiele napisano o heroicznej obronie Jasnej Góry. Już niebawem po swojej klęsce Szwedzi opublikowali w Amsterdamie kłamliwą książeczkę opisującą, jakoby broniona przez 20.000 Polaków Jasna Góra kapitulowała po szturmie szwedzkim. Takie i inne zdarzenia zachęciły przeora Kordeckiego do wydania w 1658 roku pamiętnika obrony, który może być dla współczesnych wydawców wzorem edycji tekstów źródłowych. Cytuje bowiem in extenso treść bodaj całej korespondencji pomiędzy Mullerem a Jasną Górą i odnotowuje punkt po punkcie szwedzkie propozycje kapitulacji. Zawiera też kilkanaście świadectw cudów, jakie zaświadczyli naoczni świadkowie zdarzeń i rozmówcy Szwedów.

Pamięć obrony Jasnej Góry tak w literaturze naukowej jak i w literaturze pięknej to jeden ze zworników naszej wspólnoty narodowej i religijnej. To obok takich zdarzeń jak chrzest Polski, bitwa pod Grunwaldem, odsiecz wiedeńska, cud nad Wisłą, obrona Westerplatte, zdobycie Monte Cassino czołowe zdarzenie w pamięci zbiorowej Polaków. Nie sposób jednak pominąć wiadomości, że tak w okresie stalinowskim jak i gierkowskim znaleźli się historycy, którzy chcieli umniejszyć znaczenie obrony Częstochowy. To smutne, bo po pierwsze fałszowali lub przemilczali zdarzenia, dając im fałszywą interpretację, a po drugie wpisali się w nurt atakowania naszego poczucia dumy narodowej, do której ze względu na Jasną Górę mamy szczególne prawo.


"W dramatycznych chwilach wojny naród szukał siły w głębokiej pobożności do Matki Pana, łącząc się wokół króla Jana Kazimierza. Własną determinacją zaświadczył, że chce bronić ziemi, na której żył, i tradycji, które go kształtowały w tożsamości chrześcijańskiej" - napisał Benedykt XVI w rocznicę ślubów lwowskich.

Bezpośrednim następstwem obrony Jasnej Góry były wiekopomne wydarzenia z 1656 roku, które warte są nie mniejszej uwagi. Obrona Jasnej Góry stała się bowiem momentem zwrotnym w dziejach wojny północnej. Jak pisał prof. Józef Szujski o victorii jasnogórskiej: "Fakt ten miał niesłychany wpływ na umysły w Polsce, natchnął oręż ojczysty ufnością w opiekę Najświętszej Panny i podniósł cześć dla Niej do rzędu tych najwznioślejszych uczuć religijnych, z których nie człowiek pojedynczy tylko, ale naród cały czerpie siłę niezłomną w każdej klęsce i w każdem trudnem przedsięwzięciu." Naród uwierzył w zwycięstwo nad protestanckim najeźdźcą, a król powrócił z ucieczki na Śląsk, by objąć ponownie panowanie. Na każdym kroku triumfalnego powrotu podkreślał cudowną opiekę Opatrzności Bożej i Matki Jezusa. Jego pobyt we Lwowie opisany w dziennikach zakonnych odznaczał się naprawdę wielką pobożnością. Król spędzał czas na pokucie, spowiedzi, praktykach miłosierdzia ku zbudowaniu wielu ludzi. Oddanie narodu polskiego pod opiekę Maryi było na pewno aktem wielkiego zawierzenia mądrości bożej, wynikającej z przekonania, że w tak dramatycznym momencie tylko Maryja może ocalić i wyprosić łaski potrzebne dla narodu. Król miał szczególne nabożeństwo do Matki Boskiej Częstochowskiej. W późniejszych latach wielokrotnie odwiedzał klasztor a nawet pracował przy odbudowywaniu fortecy. Zanim Jan Kazimierz wyprawił się na wojnę, ufny w pomoc Maryi, widząc swoją słabość i potęgę wroga, oddał pod Jej opiekę cały naród. Był głęboko przekonany, że tylko odrodzenie wiary może przebudzić społeczeństwo.

1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej król w obecności senatu złożył uroczysty ślub Maryi. Pod koniec mszy św. Król Jan Kazimierz zszedł z tronu, złożył berło i koronę, i padł na kolana, odmawiając słowa: "Wielka Boga-człowieka Matko, Panno Najświętsza! Ja Jan Kazimierz, z łaski Syna Twego, króla królów i Pana mego i z Twego miłosierdzia król, upadłszy do stóp Twoich najświętszych Ciebie dziś za Opiekunkę moją i za królową Królestwa mojego obieram. I siebie i moje Królestwo Polskie, Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernichowskie, wojska obydwu narodów i lud cały Twojej osobliwej opiece polecam, Twojej pomocy i litości w tym przykrym królestwa mojego stanie, przeciwko nieprzyjaciołom św. Rzymskiego Kościoła pokornie błagam. A że mnie wielkie dobrodziejstwa Twoje z całym narodem moim do nowego i gorliwszego służenia Tobie pobudzają, więc przyrzekam też na przyszłość w mojem własnem, senatorów moich i ludów moich imieniu Tobie Najświętsza Panno i Synowi Twemu Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć i chwałę Twoją wszędzie i zawsze po królestwie mojem z największą usilnością pomnażać i utrzymywać będę. Obiecuję ponad to i ślubuję, że jeżeli za wielowładną przyczyną Twoją i wielkiego Syna Twego miłosierdziem, nad nieprzyjaciółmi, a osobliwie nad Szwedami, Twoją i Syna Twego cześć i chwałę wszędzie prześladującymi i zupełnie niszczyć usiłującymi, zwycięstwo otrzymam, u Stolicy Apostolskiej starać się będę, aby ten dzień na podziękowanie za tę łaskę Tobie i Synowi Twemu corocznie jako uroczysty i święty na wieki obchodzono i z biskupami królestwa mojego przyłożę starania, a by to co obiecuję od ludu mego dopełnione było.

A ponieważ z wielkim bólem serca mego oczywiście widzę, że za łzy i uciśnienie ludzi wiejskiego stanu w Królestwie mojem, Syn Twój sprawiedliwy sędzia świata od siedmiu już lat dopuszcza na królestwo moje kary powietrza, wojen i innych nieszczęść, przeto obiecuję i przyrzekam oprócz tego: iż ze wszystkimi memi stanami po przywróceniu pokoju użyję troskliwie wszelkich środków dla odwrócenia tych nieszczęść i postaram się, aby lud królestwa mojego od uciemiężenia i niesprawiedliwych ciężarów był oswobodzony. Uczyń to najmiłosierniejsza Pani i Królowo, abyś jakoś mnie i stanom moim najszczerszą dała chęć do uczynienia tych ślubów, tak też u Syna Twego łaskę do ich wykonania uprosiła. Amen."

Tego dnia również na nieszporach nuncjusz papieski Piotr Vidoni po Litanii Loretańskiej zaintonował po raz pierwszy wezwanie: Królowo Korony Polskiej - módl się za nami! To właśnie za rządów Jana Kazimierza zwyczaj ten przyjął się i rozpowszechnił!

Wiadomość o ślubach lwowskich obiegła Europę: jednych skłaniając ku Polsce, u innych wywołując gniew. Olivier Cromwell - przywódca przymierza antykatolickiego zachęcał Szwedów do dalszych działań przeciw Polsce. Trzeba utrącić - mówił - ten róg na łbie bestii czyli kościoła katolickiego. Niebawem w Radnot wrogowie wyrazili nawet chęć dokonania rozbioru Polski. Tymczasem wojsko polskie pod dowództwem Czarnieckiego odnosiło swoje pierwsze zwycięstwa. Już siedem dni później w bitwie pod Warką Karol X Gustaw został zmuszony do odwrotu. Jan Kazimierz odzyskał Warszawę z pomocą pospolitego ruszenia i włościańskiej piechoty. Dalej w pochodzie wojska polskie wkroczyły do Prus i do Nowej Marchii Brandenburskiej, aby zmusić Elektora do zerwania przymierza ze Szwedami. A Stefan Czarniecki ścigał Szwedów aż za morze, do Danii, co zostało uwiecznione w naszym hymnie narodowym.

Wojna skończyła się 3 maja 1660 r. pokojem oliwskim. Przyszedł czas, aby wypełnić dane obietnice. Jeszcze w trakcie trwania działań wojennych król proponował pewne zmiany; między innymi zniesienie zgubnego liberum veto. Niestety jego reformy zostały odrzucone. Próby wzmocnienia władzy królewskiej także spotkały się z oporem. O najważniejszym postulacie ślubów: polepszeniu doli chłopa szlachta nie chciała nawet słyszeć. Jak pisał Szymon Starowolski pycha przeszkodziła Polakom w wypełnieniu ślubów tj. w zniesieniu pańszczyzny. Jan Kazimierz popadał w coraz większy konflikt ze szlachtą. W końcu zniechęcony abdykował w 1668 r. Wyjechał do Francji, gdzie zmarł w 1672 r. Jan Kazimierz wyraził w swoich ślubach, że Bóg karze Polskę za ucisk ludu. Śluby lwowskie były więc katolickim przypomnieniem całej Europie chrześcijańskich praw człowieka. Miał to być przykład miłości społecznej i braterstwa narodów. Hasła Rewolucji Francuskiej: równość, wolność, braterstwo tak krwawo głoszone w 1789 r., już 150 lat wcześniej w Polsce miały szanse zaistnieć. Duch ślubów jednak żył w narodzie, budził sumienie. Pewną próbą podjęcia lwowskich zobowiązań stała się Konstytucja 3-maja, która na drodze prawodawczej zamierzała wypełnić narodowe przyrzeczenie. Okres zaborów nie sprzyjał publicznemu kultowi. Mimo obecności Maryi na sztandarach i we wszystkich bodaj modlitwach o wyzwolenie z zaborów, wezwanie Maryja - Królowa Polski było tylko pragnieniem, bo, aby to się ziściło oficjalnie i Polska mogła mieć taką Monarchinię, państwo musiało być najpierw wolne.

Ale pierwsza aktualizacja ślubów miała miejsce już w 1904 r. na zakończenie Kongresu Mariańskiego we Lwowie. Abp Bilczewski dodał wtedy do tekstu królewskiego zobowiązanie do walki o sprawiedliwość społeczną, jedność narodową: "aby wszystkim stanom, a zwłaszcza ludowi i robotnikom, stała się sprawiedliwość." Po 1918 r., kiedy zawisło nad Polską kolejne niebezpieczeństwo -inwazja bolszewicka -biskupi przybyli na Jasną Górę ponownie zawierzyć Matce Boskiej Polskę. Bo bitwie pod Warszawą francuski generał Weygand powiedział: "świat zaciągnął w 1920 r. wielki dług wdzięczności wobec Polski, która raz jeszcze była przedmurzem chrześcijaństwa".

W 1956 r. u stóp Matki Boskiej Częstochowskiej śluby odnowił prymas Wyszyński z komunistycznego więzienia.

Mimo, że na tysiąclecie chrztu Polski władze komunistyczne chciały aresztować obraz jasnogórski, wysyłając służby specjalne do Częstochowy to nie osiągnęły swego zamierzenia. Czarna Madonna była z nami obecna, a widomym tego znakiem była peregrynacja pustych ram, co pamiętam, zrobiło na mnie jako czterolatku kolosalne wrażenie, gdy kardynał Karol Wojtyła jeździł z pustymi ramami od parafii do parafii.

W 2006 roku kard. Jaworski powiedział podczas uroczystości w katedrze lwowskiej: " Maryjo Panno Łaskawa! Tutaj, przed cudownym obrazem, władcy państw wkładali na skronie Twojego Syna i Twoje korony. Jan Paweł II na znak swego oddania poświęcił koronę i ofiarował Ci złotą różę. Idąc ich śladami, w 350 rocznicę Ślubów Jana Kazimierza my, zebrani w tej katedrze, obieramy cię ponownie naszą królową! Bądź naszą panią! Prowadź nas!"

I właściwie, docierając do dnia dzisiejszego w tym chronologicznym przeglądzie, należałoby na tym zakończyć zarys historii sanktuarium i ślubów narodu polskiego, ale z myślą o dniu dzisiejszym i o przyszłości, parafrazując Adama Mickiewicza dodam:

„Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy

I w Ostrej świecisz Bramie…”

Módl się za nami, którzy do Ciebie pielgrzymujemy!




L I C H E Ń

CUDOWNY OBRAZ MATKI BOŻEJ LICHEŃSKIEJ

Słynący z cudów wizerunek Matki Bożej Licheńskiej znajduje się w głównym ołtarzu bazyliki mniejszej w Licheniu. Pochodzi z drugiej połowy XVIII w. Nieznany malarz na cienkiej, modrzewiowej desce przedstawił pełną smutku Najświętszą Maryję Pannę, spoglądającą na rozpostartego na Jej piersiach orła białego w koronie. Obraz przeznaczony był najpierw do prywatnych modlitw, szybko stał się jednak obiektem kultu. Decyzją Episkopatu Polski został koronowany 15 sierpnia 1967 r.
Historia wizerunku Matki Bożej Licheńskiej sięga czasów napoleońskich. Polskiemu żołnierzowi - Tomaszowi Kłosowskiemu, rannemu w bitwie narodów pod Lipskiem w 1813 roku, ukazała się Maryja. Uratowała go od niechybnej śmierci i poleciła odszukać taki wizerunek, który dokładnie ją odzwierciedla. Po powrocie na ojczystą ziemię Kłosowski znalazł taki obraz i zawiesił go w lesie. Według przekazów ustnych modlącemu się przy nim pasterzowi Mikołajowi w 1850 roku kilka razy ukazała się Matka Boża. Wzywała do pokuty i prosiła o modlitwę. Przepowiedziała wojny oraz epidemię cholery, ale dała też nadzieję:

"Gdy nadejdą ciężkie dni ci, którzy przyjdą do tego obrazu, będą się modlić i pokutować, nie zginą. Będę uzdrawiać chore dusze i ciała. Ile razy ten Naród będzie się do mnie uciekał, nigdy go nie opuszczę, ale obronię i do swego Serca przygarnę jak tego Orła Białego. Obraz ten niech będzie przeniesiony w godniejsze miejsce i niech odbiera publiczną cześć. Przychodzić będą do niego pielgrzymi z całej Polski i znajdą pocieszenie w swych strapieniach. Ja będę królowała memu narodowi na wieki. Na tym miejscu wybudowany zostanie wspaniały kościół ku mej czci. Jeśli nie zbudują go ludzie, przyślę aniołów i oni go wybudują".

Obietnice Maryi szybko się sprawdziły. Podczas zarazy cholery w 1852 roku obrazek zasłynął z cudów. 29 września 1852 roku przeniesiono go do kościoła parafialnego w Licheniu. Spełniając życzenie Matki Najświętszej, rozpoczęła się w 1994 roku budowa świątyni, będąca zarazem wotum Jubileuszowym Kościoła Katolickiego w Polsce. 12 czerwca 2004 roku, podczas uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego abpa Józefa Kowalczyka, przy udziale kilkudziesięciu tysięcy wiernych biskupi polscy poświęcili świątynię. 2 lipca 2006 roku do bazyliki wprowadzono Cudowny Obraz Matki Bożej Licheńskiej.

Sanktuarium Maryjne w Licheniu - Video

Sanktuarium Maryjne w Licheniu - Nagrania dźwiękowe

Sanktuarium Maryjne w Licheniu - Zdjęcia


Fatima

Fatima - dróżka dla pokutujących



Fatima - drzewo, przy którym objawiła się Maryja

Pielgrzymująca figura Matki Bożej Fatimskiej, która cudownie zapłakała w Nowym Orleanie (USA) w roku 1972.

Jest ona jedną z czterech figur wyrzeźbionych z drewna według wskazówek Siostry Łucji.
 

Historię objawień możemy przeczytać we fragmencie książki Antonio Borelli: "Fatima: orędzie tragedii czy nadziei?"  


Objawienia Anioła Portugalii
Przed objawieniami Matki Bożej Łucja, Franciszek i Hiacynta –– mieszkańcy małej wioski na terenie parafii Fatima – mieli trzy wizje Anioła Portugalii, zwanego również Aniołem Pokoju.

Pierwsze zjawienie się Anioła nastąpiło wiosną lub latem 1916 roku w grocie na wzgórzu i miało następujący przebieg, zgodnie z opisem Siostry Łucji:
  "Bawiliśmy się przez pewien czas, gdy nagle silny wiatr zatrząsł drzewami, co skłoniło nas do popatrzenia, co się dzieje, ponieważ dzień był pogodny. Wtedy ujrzeliśmy w oddali, nad drzewami rozciągającymi się ku wschodowi, światło bielsze od śniegu, w kształcie przezroczystego młodego mężczyzny, jaśniejszego niż kryształ w promieniach słońca.

W miarę jak się przybliżał mogliśmy rozpoznać jego postać: młodzieniec w wieku około 14-15 lat, wielkiej urody. Byliśmy zaskoczeni i przejęci. Nie mogliśmy wypowiedzieć ani słowa."

Gdy tylko zbliżył się do nas, powiedział:

- Nie bójcie się. Jestem Aniołem Pokoju. Módlcie się ze mną.

I klęcząc nachylił się, aż dotknął czołem ziemi. Pobudzeni nadprzyrodzonym natchnieniem, naśladując anioła, zaczęliśmy powtarzać jego słowa:
- O Mój Boże, wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Błagam Cię o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą w Ciebie, nie wielbią Cię, nie ufają Tobie i nie kochają Cię.

Drugie zjawienie miało miejsce w lecie 1916 roku w gospodarstwie rodziców Łucji, ponad studnią, koło której dzieci się bawiły. W takich oto słowach Siostra Łucja opisuje to, co Anioł powiedział im: Módlcie się dużo! Z wszystkiego, co możecie, zróbcie ofiarę Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy. W ten sposób sprowadźcie pokój na waszą Ojczyznę. Jestem Aniołem Stróżem Portugalii.

Trzecie zjawienie miało miejsce w końcu lata lub w początkach jesieni 1916 r., po raz kolejny w grocie: Jak tylko tam przyszliśmy, padliśmy na kolana i dotknąwszy czołami ziemi poczęliśmy powtarzać słowa modlitwy Anioła: "O Mój Boże wierzę w Ciebie, wielbię Cię, ufam Tobie i kocham Cię etc.!" Nie pamiętam, ile razy powtórzyliśmy tę modlitwę, kiedy ujrzeliśmy błyszczące nad nami nieznane światło. Powstaliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje, i ujrzeliśmy Anioła trzymającego kielich w lewej ręce, nad którym unosiła się Hostia, z której spływały krople krwi do kielicha. Zostawiwszy kielich i Hostię, zawieszone w powietrzu, Anioł uklęknął z nami i trzykrotnie powtórzyliśmy z nim modlitwę:

- Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu, Duchu Święty, wielbię Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, jako przebłaganie za zniewagi, świętokradztwa i zaniedbania, którymi jest On obrażany! Przez nieskończone zasługi Jego Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi błagam Cię o nawrócenie biednych grzeszników.  


Objawienia Najświętszej Panny  

W czasie objawień Matki Bożej Łucja de Jesus, Franciszek i Hiacynta Marto mieli 10, 9 i 7 lat. Troje dzieci bawiło się właśnie, gdy dostrzegły dwa błyski, po których ujrzeli Matkę Bożą nad drzewkiem. Była to, zgodnie z opisem Siostry Łucji, "Pani ubrana na biało, bardziej błyszcząca niż słońce. Z prawej dłoni zwisał różaniec. Całe Jej szaty zdawały się być zrobione ze światła. Suknia Jej była biała, płaszcz, również biały, obramowany złotem, okrywał Jej głowę i sięgał do Jej stóp. Włosy i uszy nie były widoczne. Łucja nigdy nie była w stanie opisać rysów twarzy Matki Bożej, ponieważ jej piękna nie da się wyrazić ludzkimi słowami. Dzieci były tak blisko Matki Bożej - około jednego metra - że znajdowały się wewnątrz blasku, jaki Ją otaczał, czy którym Ona sama promieniała. Rozmowa przebiegała następująco:

MATKA BOŻA: "Nie bójcie się, nie zrobię wam nic złego".

ŁUCJA: "Skąd Pani jest?"

MATKA BOŻA: "Jestem z nieba" (i wzniosła rękę wskazując na niebo).

ŁUCJA: "A czego Pani ode mnie chce?"

MATKA BOŻA: "Przyszłam was prosić, abyście przychodzili tu przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia, o tej samej godzinie. Potem powiem wam, kim jestem i czego chcę. Następnie powrócę tu jeszcze siódmy raz". Będziecie musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boża będzie  waszą pociechą."Odmawiajcie różaniec codziennie, abyście uprosili pokój dla świata i koniec wojny".

"Następnie zaczęła się spokojnie unosić w kierunku wschodnim, aż zniknęła w nieskończonej dali. Światło, które Ją otaczało, jak gdyby torowało Jej drogę gęstwinę gwiazd"  

Drugie Objawienie: 13 czerwca 1917 roku  

Przed drugim objawieniem pastuszkowie powtórnie ujrzeli błysk światła, który nazywali błyskawicą. Nie była to jednak błyskawica, lecz odblask zbliżającego się światła. Niektórzy z widzów, jacy przybyli na wzgórze w liczbie około 50, zauważyli, że światło słoneczne zaćmiło się w pierwszych minutach po rozpoczęciu rozmowy. Inni stwierdzili, że krzew pokryty młodymi pędami, nad którym się ukazała Matka Boża, wydawał się uginać pod jakimś ciężarem, zanim Łucja zaczęła mówić.

ŁUCJA: "Czego Pani sobie życzy ode mnie?"

MATKA BOŻA: "Chcę, abyście przyszli tu 13 dnia następnego miesiąca, abyście odmawiali codziennie różaniec i  nauczyli się czytać. Potem powiem, czego chcę”.  

Trzecie objawienie: 13 lipca 1917 roku  

W październiku powiem wam, kim jestem i czego chcę oraz dokonam cudu, który wszyscy zobaczą, aby uwierzyli".Wojna zmierza ku końcowi. Lecz jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, wybuchnie druga, jeszcze gorsza, w czasie  panowania Piusa XI. Gdy zobaczycie noc rozświetloną nieznanym światłem, wiedzcie, że jest to wielki znak, który da wam Bóg, iż nadchodzi kara dla świata za jego zbrodnie w postaci wojny, głodu i prześladowania Kościoła oraz Ojca Świętego.

Aby temu zapobiec, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o Komunię św. wynagradzającą, w pierwsze soboty miesiąca. Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, [kraj ten] rozpowszechni swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła świętego. I zobaczyliśmy Biskupa odzianego w Biel "mieliśmy przeczucie, że jest to Ojciec Święty". Szedł chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity…"    

Piąte objawienie: 13 września 1917 roku
 

Jak poprzednio, seria zjawisk atmosferycznych dostrzeżona została przez zgromadzonych tam ludzi w liczbie około 15-20 tysięcy osób (a może i więcej): nagłe ochłodzenie atmosfery, zblednięcie słońca do tego stopnia, że można było widzieć gwiazdy, oraz rodzaj deszczu jakby płatków kwiatów czy śniegu, które znikały przed dotknięciem ziemi. Tym razem pojawiła się na horyzoncie świetlista kula, która powoli i majestatycznie zaczęła się przesuwać ze wschodu na zachód, a przy końcu objawienia z powrotem. Dzieci ujrzały, jak zwykle, błysk światła i bezpośrednio po nim Matkę Bożą nad drzewem.

MATKA BOŻA: "Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, aby uprosić koniec wojny."

Szóste i ostatnie objawienie 13 października 1917 r.
 

Jak przy poprzednich objawieniach dzieci dostrzegły błysk światła, po którym Matka Boża pojawiła się nad krzewem.

Gdy te wizje rozwijały się przed oczami dzieci, wielki tłum, 50-70 tysięcy widzów, stał się świadkiem cudu słońca. Deszcz padał przez cały czas objawienia. W momencie, gdy Matka Boża zakończyła rozmowę z Łucją i zaczęła unosić się ku niebu, a Łucja krzyknęła: "Spójrzcie na słońce!", chmury nagle rozstąpiły się i słońce ukazało się oczom zgromadzonych jak olbrzymi, srebrny dysk. Świeciło ono z nigdy dotychczas nie widzianą intensywnością, ale nie oślepiało. Trwało to tylko krótką chwilę. Wtem ta ogromna kula zaczęła „tańczyć”. Słońce szybko wirowało jak gigantyczne koło ognia. Zatrzymało się na chwilę i ponownie zaczęło się obracać wokół własnej osi z zawrotną szybkością. Potem brzegi jego stały się purpurowe i zaczęło wirować po niebie, rzucając czerwone języki ognia. Światło to odbijało się na ziemi, na drzewach i krzakach, a nawet na ludzkich twarzach i ubraniach, przybierając różne natężenia blasku i barwy. Powtórzyło się to trzykrotnie i wtedy pędzona szaloną siłą kula zdawała się drżeć, trząść i spadać zygzakiem na przerażony tłum.

Wszystko to trwało może 10 minut. W końcu słońce tym samym zygzakowatym szlakiem powróciło na swoje miejsce i znów, spokojne jak codziennie, zaczęło świecić swym normalnym blaskiem.  

Wiele osób spostrzegło, że ich ubrania ociekające deszczem nagle stały się zupełnie suche.

Cud słońca był widziany również przez licznych świadków znajdujących się w promieniu do 40 km od miejsca objawienia.   

         

         


Sanktuarium Maryi z     G U A D A L U P E
GUADALUPE,

to XVI-wieczne objawienie Maryjne zatwierdzone przez Kościół Św. Matka Boża objawiająca się ubogiemu Indianinowi, przyczyniła się do masowej chrystianizacji Ameryki Łacińskiej, która dokonała się w ciągu zaledwie kilku lat.

Dzisiaj przesłanie Maryi ze wzgórza jest nadal aktualne. Aztekowie zaprzestali składania ofiar z ludzi, za przyczyną Maryi

("Depczącej Kamiennego Węża"), ukazującej im swego Syna, Ofiarę Jedyną, Wyzwolenie dla grzeszników.

Czego dzisiaj chciałaby nauczyć nas Matka Boża? Poszanowania godności dla człowieka. Aborcje, eutanazje, przedmiotowość traktowania osoby ludzkiej-to wszystko reprezentuje współczesne pogaństwo i barbarzyństwo.


Jak głosi tradycja, 12 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi św. Juanowi Diego. Mówiła w jego ojczystym języku. Ubrana była we wspaniały strój: w różową tunikę i błękitny płaszcz, opasana czarną wstęgą, co dla Azteków oznaczało, że była brzemienna. Zwróciła się ona do Juana Diego: "Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś".
Początkowo biskup Meksyku nie dał wiary Juanowi. Juan więc poprosił Maryję o jakiś znak, którym mógłby przekonać biskupa. W czasie kolejnego spotkania Maryja kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza. Rosły tam przepiękne kwiaty. Madonna poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować je do indiańskiego płaszcza, opuszczony z przodu jak peleryna, a z tyłu podwiązany na kształt worka. Juan szybko spełnił to polecenie, a Maryja sama starannie poukładała zebrane kwiaty. Juan natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał rogi swojego płaszcza. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i wszyscy obecni uklękli w zachwycie. Na rozwiniętym płaszczu zobaczyli przepiękny wizerunek Maryi z zamyśloną twarzą o ciemnej karnacji, ubraną w czerwoną szatę, spiętą pod szyją małą spinką w kształcie krzyża. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami, spod którego widać było starannie zaczesane włosy z przedziałkiem pośrodku. Maryja miała złożone ręce, a pod stopami półksiężyc oraz głowę serafina. Za Jej postacią widoczna była owalna tarcza promieni.

Właśnie ów płaszcz św. Juana Diego, wiszący do dziś w sanktuarium wybudowanym w miejscu objawień, jest słynnym wizerunkiem Matki Bożej. Na obrazie nie ma znanych barwników ani śladów pędzla. Na materiale nie znać upływu czasu, kolory nie wypłowiały, nie ma na nim śladów po przypadkowym oblaniu żrącym kwasem. Oczy Matki Bożej posiadają nadzwyczajną głębię. W źrenicy Madonny dostrzeżono niezwykle precyzyjny obraz dwunastu postaci.
Największym cudem Maryi była pokojowa chrystianizacja meksykańskich Indian. Czas Jej objawień był bardzo trudnym okresem ewangelizacji tych terenów. Pierwsze nawrócenia Azteków nastąpiły około 1524 roku. Ochrzczeni stanowili jednak bardzo małą i nie liczącą się grupę. Do czasu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć Słońcu i różnym bóstwom. Wierzyli, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar.

Gdy rozeszła się wieść o objawieniach, o niezwykłym obrazie i o tym, że Matka Boża zdeptała głowę węża, Indianie zrozumieli, że pokonała Ona straszliwego bożka. Pokorna młoda Niewiasta przynosi w swoim łonie Boga, który stał się człowiekiem, Zbawicielem całego świata. Pod wpływem objawień oraz wymowy obrazu Aztekowie masowo zaczęli przyjmować chrześcijaństwo. W ciągu zaledwie sześciu lat po objawieniach aż osiem milionów Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej.

3 maja 1953 roku kardynał Miranda y Gomez, ówczesny Prymas Meksyku, na prośbę polskiego Episkopatu oddał Polskę w opiekę Matki Bożej z GUADALUPE. Do dziś kopia obrazu z meksykańskiego sanktuarium znalazła się w ponad stu kościołach w Polsce.  

Niepokalana z GUADALUPE - Patronką życia poczętego  

Wizerunek jaki otrzymał biskup na potwierdzenie prawdziwości objawień, przedstawia Maryję w stanie błogosławionym. Fakt ten stanowi pozawerbalne przesłanie Maryi, dostrzegalne i odczytane wizualnie. Maryja przez to chciała coś powiedzieć nie tylko ówczesnym mieszkańcom Meksyku, ale także następnym pokoleniom i nam współczesnym ludziom żyjącym na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia.
Znakiem rozpoznawczym macierzyństwa Maryi na Jej wizerunku z GUADALUPE jest szarfa, która przepasuje Jej biodra oraz lekko uwypuklone łono, zaznaczone na wizerunku po prawej stronie na szacie. W tym miejscu na sukni Maryi jest również umieszczony czteropłatkowy kwiat jaśminu - kwinkunks, który dla Azteków był symbolem życia. Dzięki katechezom misjonarzy Indianie zrozumieli lepiej, że Maryja jest tą Matką, z której narodziła się nowa światłość, słońce nowej ery, i dla nich nastał czas nowego życia w blasku prawd wiary chrześcijańskiej.

Również gwiazdy na szatach Maryi wyrażają głęboką symbolikę. I tak np. gwiazdozbiór Lwa umiejscowiony jest na brzuchu Maryi obok kwiatu jaśminu. W wyjaśnieniu tego symbolicznego znaku przychodzi z pomocą księga Objawienia św. Jana, który w rozdziale 5,5 wyraźnie wskazuje na Jezusa jako na zwycięskiego ŤLwa, Odrośl Dawida, który otworzy księgę i siedem jej pieczęciť.

Tak więc już w XVI w. zarówno Indianie jak i Hiszpanie odczytali właściwie i poprawnie prawdę religijną zawartą w tym cudownym wizerunku, który zawiera w sobie dalsze przesłanie Maryi. Dzięki pracy ewangelizacyjnej misjonarzy Indianie utwierdzili się w przekonaniu, że rozwijające się nowe życie pod sercem matki jest nieocenionym darem Bożym i jako takie jest święte. Dla Azteków prawda ta miała bardzo doniosłe konsekwencje w przemianie ich światopoglądu z pogańskiego na chrześcijański. Zrozumieli, że Maryja przyczyniła się do zakończenia rytualnych krwawych ofiar z ich ludzkiego życia składanych ich bożkom pogańskim. Wiara chrześcijańska przekonała ich, że te krwawe ofiary z ich ludzkich serc nie są już konieczne, gdyż wystarczająca jest już jedyna ofiara przebitego Serca Jezusa na krzyżu oraz duchowa ofiara Niepokalanego Serca Maryi, Matki Jezusa, uczestniczącej duchowo w ofierze swego Syna.

Z perspektywy kilku wieków widać dziś wyraźniej jak dalekosiężne jest to przesłanie Maryi z GUADALUPE i jak szczególnie aktualne jest ono w naszych czasach. Maryja stała się bowiem Obrończynią życia i Patronką życia poczętego już w XVI w.
Prawdę tę wyakcentował dobitnie Ojciec Święty z okazji swej podróży apostolskiej do Meksyku, apelując 23 stycznia 1999 r. w GUADALUPE o obronę życia. Powiedział wtedy:

"Kościół musi głosić Ewangelię życia i z proroczą mocą występować otwarcie przeciw kulturze śmierci (...) Tego domagamy się: życia i godności dla wszystkich dla wszystkich istot poczętych w łonach matek (...) Drodzy bracia i siostry, nadszedł czas, aby na waszym kontynencie raz na zawsze położyć kres wszelkim atakom na życie".

Następnego dnia w czasie Mszy św. w obecności 2 milionów MEKSYKANÓW, zawierzając Maryi sprawę życia poczętego, papież powiedział:

"Pod Jej macierzyńską opiekę oddaję (...) życie i niewinność dzieci, zwłaszcza tych, którym zagraża niebezpieczeństwo śmierci, zanim się urodzą. Jej miłościwej trosce zawierzam sprawę życia i niech żaden Meksykanin nie waży się podnosić ręki na cenny i święty dar życia ukrytego w łonie matki!"

Miejsce dawnych bożków pogańskich u Azteków zajmują dziś nowe, neopogańskie idole: konsumpcja, hedonizm, wygodnictwo, egoizm, itp., które pławią się we krwi milionów niewinnych istot ludzkich w imię złudnych obietnic fikcyjnego szczęścia. W istocie rzeczy jednak jest to zmasowany atak na życie, które swój początek i źródło ma w Bogu. Jako dar Boży i wartość najświętsza jest ono chronione i obwarowane piątym przykazaniem Bożym: Nie zabijaj! Dlatego zbrodnie te są wymierzone wprost w Boga i wołają o pomstę do nieba.


2007-12-12
Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej z GUADALUPE, w Sanktuarium w Meksyku, wydobyło się światło, które - na oczach tysięcy wiernych - utworzyło kształt ludzkiego EMBRIONU

Zjawisko zostało sfotografowane przez obecnych w świątyni. Zdjęcia wizerunku Matki Bożej ze świetlnym embrionem można zobaczyć na stronie internetowej Francuskiego Stowarzyszenia Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy (www.acimps.org). Jego działacze przypuszczają, że Maryja pokazała w swym łonie obraz nienarodzonego Jezusa.
Komentując zamieszczone fotografie, ks. Luis MATOS ze Wspólnoty Błogosławieństw podkreśla, że nie są one odblaskiem światła zewnętrznego, np. fleszy aparatów fotograficznych. Powiększenia fotografii, zrobionych przez wiernych obecnych w sanktuarium, wyraźnie pokazują, że światło pochodzi bezpośrednio z wnętrza obrazu. Białe, intensywne światło ma formę i rozmiary ludzkiego EMBRIONU.
Tymczasem ks. Luis Guerrero, kanonik bazyliki i dyrektor Wyższego Instytutu Studiów przestrzega przed pochopnym nazywaniem zaobserwowanego zjawiska cudem. Na stronie internetowej sanktuarium (www.virgendeguadalupe.org.mx) określa krążące w internecie doniesienia na ten temat mianem sensacyjnych. Wskazuje, że jedyne, co na razie wiadomo, to fakt, że przed wizerunkiem Matki Bożej pojawiło się światło, niewytłumaczalne w sposób naturalny. Nie jest to jednak wystarczająca podstawa, by z całą pewnością stwierdzić, że Maryja ukazała nam Jezusa jako nienarodzone dziecko - zaznacza duchowny. Argumentuje, że brak naturalnego wyjaśnienia zjawiska nie oznacza jeszcze, że dokonał się cud. Zauważa zarazem, że w sprawie tej nie wypowiedziały się jeszcze ani władze sanktuarium, ani archidiecezja Miasta Meksyk, na której terenie się ono znajduje.




Muzyka meksykańska o Guadalupe - proszę pobrać


L O U R D E S



Objawienia w Lourdes

o Objawieniach
http://www.egzorcyzmy.katolik.pl/index.php/walka-duchowa-czytelnia-229/582-kilka-uwag-o-objawieniach-i-widzeniach
http://www.lichen.pl/index.php?t=page&dzial=1&sekcja=2&id=7
http://www.lichen.pl/index.php?t=galeriamultimediow
http://maria.bloog.pl/id,6226878,title,Bazylika-Podziemny-Kosciol-Sw-Piusa-X-w-Lourdes,index.html?ticaid=6ab59

historia Objawień

http://lourdes.niedziela.pl
http://www.marypages.com/bernadettePolski.htm
http://www.mission-catholique-polonaise.net/Domy/lourdes.htm
http://pl.hotelium.com/City/Lourdes.htm

Objawienia pywatne:

Objawienia prywatne


http://fakty.interia.pl/galerie/fakty/meryem-ana-dom-maryi/zdjecie/duze,1322246